SP-BTW pilotowany prze Marcina Nowaka na tle panoramy Tatr. fot Michał szewczyk

Zobaczyć góry z góry

Wyjazdy w góry zazwyczaj planuję na późną jesień, jednak jeden telefon od Marka Michalca w sprawie objęcia patronatem przez Przegląd Lotniczy III Małopolskiego Festiwalu Balonów wystarczył, abym misternie zaplanowany kalendarz wyjazdów zaczął układać od nowa. Czym Marek mnie skusił do „złamania tradycji”? Koronnym argumentem stał się możliwość spojrzenia na góry „z góry” z perspektywy kosza balonu. Ostatni raz taką okazję miałem kilkanaście lat temu w Bielsku-Białej, przy okazji „przewietrzania” powłoki balonu Kościuszko.

Przygotowania

Na tydzień przed wyjazdem wszystko było dopięte na ostatni guzik, łącznie z rezerwacją miejsc w samochodzie, który miał nas odebrać z dworca w Nowym Targu i dostarczyć na lotnisko. Razem ze mną, jako drugi fotograf, jedzie Katarzyna Pawłowska, dla której udział w zawodach był kolejnym stopniem wtajemniczenia w fotografowaniu nie tylko z ziemi, ale i z powietrza. Przygotowanie jej do nowych zadań było o tyle trudne, że Katarzyna jest klasycznym przykładem osoby „panicznie bojącej się latania” za to kochającej lotnictwo…

Na lotnisku Aeroklubu Nowotarskiego docieramy w piątkowe popołudnie. Rejestracja na szczęście przebiegła szybko, znaleźliśmy nawet chwilę czasu na szybki posiłek. Razem z zawodnikami udaliśmy się na odprawę, która prowadzoną była w pełni profesjonalny sposób, wszystkie informacje wyświetlane są na ekranie, organizatorzy zadbali o tłumaczy dla załóg zagranicznych. Dużo uwagi poświęcono kwestiom bezpieczeństwa. Tereny, nad którymi będziemy przelatywać poprzecinane są liniami energetycznymi niskich napięć, w pobliżu zagród znajduje się dużo elektrycznych pastuchów, które mogą być utrudnieniem przy wyborze miejsca przyziemienia i dla załóg naziemnych w dotarciu do balonów po lądowaniu.

Warunki pogodowe były na tyle dobre, że Krzysztof Borkowski, Dyrektor Sportowy Festiwalu zaplanował w pierwszym locie trzy zadania polegające na precyzyjnym dotarciu do wyznaczonego celu. Pierwszym z nich był krzyż o wymiarach 10×10 metrów na lotnisku, kolejne rozłożone były dalej na wschód.

Zaliczenie konkurencji polegało na zrzuceniu markerów, zwyciężała ta załoga, której markery upadały najbliżej przecięcia ramion krzyża. Równolegle z „analogowym” zaliczaniem zadań każda z załóg może korzystać z cyfrowej wersji zrzutu markera – aplikacji na telefon komórkowy ze wskaźnikom GPS oraz loggerem.

Rywalizacji nie tylko sportowa

Zostaję przydzielony do załogi łotewskiego balonu Woodland (YL-044), razem ze mną poleci jeszcze jeden z gości festiwalu. Woodland jest jednym z najmniejszych balonów biorących udział w zawodach, dla Katarzyny przydzielono miejsce w największym w stawce Bucefale (SP-BCV). Po odprawie z lotniska rusza kawalkada samochodów ciągnących przyczepy z balonami. Część załóg postanowią wystartować tuż za granicą lotniska z zachowaniem ustalonego, minimalnego dystansu, Kristaps Frickauss – kierownik naszej ekipy postanawia jechać na miejsce wybrane przez większość załóg.

Na miejsce pilotująca balon Arta Slavinska decyduje, że przy obecnej sile wiatru odkryta łąka nie jest odpowiednia dla Woodlanda, szczególnie że nasz pasażer nie ma doświadczenia balowego. Podobnie jak my, kilka innych załóg rusza w poszukiwania bardziej dogodnych startowisk. Po przejechaniu ponad dwóch kilometrów znajdujemy położoną na lekkim wzniesieniu, osłoniętą od strony wiatru lasem łąkę, z której zrezygnowała jedna z polskich załóg. Na szukanie lepszego miejsca nie mamy czasu.

Większość balonów jest już na trasie, a my dopiero uzbrajamy kosz i stawiamy balon. Jestem pod wrażenie jak szybko wypełnia się nowiutki, bo zaledwie roczny Kubicek BB K14. Zajmujemy miejsca w koszu, balon wznosi się praktycznie pionowo, osiągamy „wysokość przelotową” i ruszamy na wschód. Woodland pokazuje swoje zalety – nowoczesny kształt szybkiej zawodniczej powłoki pozwala rozwinąć większą prędkość , nad lotniskiem mijamy RMF-a i Małopolskę.

Niestety, na dobry wynik nie możemy liczyć, wybrane miejsce startu położone było za bardzo na południe, nie jesteśmy w stanie dolecieć nad punkty kontrolne.

Pomny przestróg z odprawy obserwuję teren, linii napowietrznych i elektrycznych pastuchów jest tu stanowczo za dużo. Chcemy wylądować jak najbliżej drogi, aby nie musieć daleko przenosić kosza po grząskich gruncie. Arta zdaje się na mnie, jako obserwatora, kolejne „idealne lądowiska” odrzucamy jedno po drugim.

Ostatecznie lądujemy na wysokości trzeciego krzyża obok Gronkowa. Kosz osiada miękko na ziemi, wysiadam i biegnę z liną korony w ręku, aby wyprzedzić kładącą się na ziemi powłokę, odrobina wysiłku fizycznego i deflacja przebiegła w sposób książkowy – powłoka równiuteńko rozciągnięta na ziemi w osi wiatru, jest 17:55 lot zgodnie z przepisami zakończony przed zachodem Słońca.

Czekając na Kristapsa składamy powłokę i demontujemy kosz, korzystając z chwili wolnego czasu próbuję skontaktować się z Katarzyną. Jest już na ziemi, ale nie wie kiedy uda jej się zjechać z terenu. Okazuje się, że je załoga naziemna miał mniej szczęścia niż my, ich samochód ugrzązł na miejscu startu, muszą czekać w polu na „ewakuację”. W między czasie przyjeżdża Kristaps, pakujemy sprzęt na przyczepę i możemy ruszać do Białki.

Zanim odjedziemy musi się stać zadość baloniarskiej tradycji, nasz pasażer leciał pierwszy raz w życiu statkiem powietrznym lżejszym od powietrza, trzeba więc zgodnie z ustanowionym przez króla Ludwika XVI przepisem zastrzegającym prawo do „puszczania się balonem” tylko dla osób dobrze urodzonych nadać mu tytuł szlachecki i włości. W ten sposób Gronków zyskał swojego Grafa Grzegorza, a mnie, jako awansowanemu z załoganta na oficera „na polu chwały” przypadł w udziale taki sam tytuł i sąsiednie włości. Gratulujemy sobie wzajemnie nowych tytułów, wznosząc toast łotewskim winem musującym dziękujemy Arcie za dowodzenie załogą i statkiem powietrznym, a baloniarskim bogom za to, że nie rzucili nas na pożarcie żadnemu z żywiołów i ruszamy w drogę na zasłużoną kolację. Specjały podhalańskiej kuchni po powietrznych wojażach smakują jeszcze bardziej niż zazwyczaj, jednak wszyscy niepokoimy o się o załogę Bucefała. Docierają w końcu ponad trzy godziny później od reszty załóg, widać po nich, że nie tylko starowali, ale i lądowali w dość podmokłym miejscu, na szczęście dzięki pomocy Sebastiana Kawy wszystko zakończyło się sukcesem.

Wieczorna prognoza pogody upewnia nas, że w sobotę nie da się zrealizować całego programu Festiwalu – front wyraźnie przyspieszył, popołudniowy lot na pewno się nie odbędzie, więc w zawody trzeba będzie rozstrzygnąć w porannym. Zmienia to również nasze plany zawodowe – jeśli chcemy przywieźć dobry materiał zdjęciowy musimy zrobić go koniecznie rano i w zupełnie inny sposób niż to pierwotnie planowałem. Nie będzie kolejnego lotu balonem, trzeba skorzystać z pomocy statków powietrznych mniej podatnych na kaprysy wiatru. Na szczęście dla nas organizatorzy zaprosili motoparolotniarzy do dokumentowania zawodów. Po chwili rozmowy Jacek Bartoszek z LeonardoTeam zgada się zabrać kogoś z nas w powietrze swoją dwuosobowa trajką. Ustalamy zasady współpracy i procedury bezpieczeństwa. W tym momencie okazuje się, że razem ze sprzętem ważę zbyt dużo, pozostanie zbyt mały margines bezpieczeństwa, a mamy latać  pomiędzy balonami i zaglądać do koszy załogom. Kolejna szybka zmian planów – do trajki wsiądzie Katarzyna, ja zostaję na ziemi. Skoro wszystko ustalone czas udać się na spoczynek, jutrzejszy dzień zacznie się na długo przed wschodem słońca.

Poranny lot miał rozpocząć się w Kasinie Wielkiej w Beskidzie Wyspowym, niestety zbliżający się front nie zapewniał bezpiecznych warunków do latania w terenie górskim. Organizatorzy zdecydowali o przeniesieniu strefy lotów w pobliże Nowego Targu, wszystkie ekipy wybrały jedno miejsce w okolicach Białego Dunajca. Na punkcie startowym można było podziwiać wspaniały widok wznoszącej się dużej grupy balonów.

Nisko nad ziemią wiatr pchał balony bardziej w kierunku północno-wschodnim bliżej ustalonych celów, wyżej przechodził we wschodni, ci którzy postanowili powalczyć o klasyfikację punktową uprawiali „latanie po krzakach” tuż nad lustrem rzeki. Cześć balonów szybko wznosiła się do góry, by wylecieć z doliny, ich załogi zrezygnowały z rywalizacji sportowej ciesząc się wspaniałymi widokami na ośnieżone Tatry, pomiędzy nimi uwijały się motoparalotnie szukając okazji do udanych kadrów. Rywalizacja wśród załóg walczących o punkty trwała tym razem kilka godzin, najlepszym strategiem okazał się Arkadiusz Iwański.

Pokrzyżowane plany

Popołudniowa sobotnia aura nie była już łaskawa dla nikogo. Nieubłaganie zbliżał się front z opadami deszczu, a pogoda na lotnisku przypominała bardziej tą nad Bałtykiem – niby ciepło i słonecznie, ale przydałby się parawan w roli, którego świetnie sprawdził się nasz redakcyjny baner. Wiało tak mocno, że nawet bardzo doświadczeni piloci grupy motoparalotniowej Sky Dragons musieli odpuścić start. Również moi znajomi spadochroniarze z UKS Wawel podjęli decyzję odwołaniu pokazu skoków z balonu. W naprawdę nielicznych momentach gdy prędkość wiatru spadała do bezpiecznych wartości  nad lotniskiem zaprezentował się Sebastian Kawa motoszybowcem ASH25, wykonując serię niskich przelotów i dynamicznych nawrotów.

Sebastian Kawa jest nie tylko świetnym pilotem, ale również doskonałym mówcą, licznie zgromadzona publiczność z zainteresowaniem słuchała jego lotniczych opowieści.

Po nim wykorzystując dosłownie ostatnie chwile znośnych warunków zaprezentował swoje umiejętności Zbigniew Mróz na samolocie Piper Cub. Bezpośrednio po pokazie odleciał na swoje macierzyste lotnisko w Łososinie Dolnej lądując bezpiecznie na kilka minut przed przejściem frontu.

W sobotę po południu prognozy na ostatni dzień festiwalu dawały nadzieję na przeprowadzenie trzeciego lotu w następnym dniu, nocne intensywne opady śniegiem z deszczem szybko je rozwiały. Niedzielny poranek oglądany przez okno wyglądał pięknie (błękitne niebo i słońce), jednak wyjście na zewnątrz szybko zweryfikowało brak warunków do latania balonami i kolejny dzień pokazów na nowotarskim lotnisku. Nikt z uczestników i gości jednak nie był rozczarowany, bo Podhale jest bez wątpienia jednym z najpiękniejszych miejsc do latania w Polsce.

Czas zaszczytów

Komisja sędziowska podjęła decyzje o zamknięciu zawodów i wyłonieniu zwycięzców po dwóch z czterech zaplanowanych lotów i rozegraniu łącznie sześciu konkurencji. W rywalizacji podczas III Małopolskiego Festiwal Balonów „Odlotowa Małopolska” wzięło udział 31 załóg z Polski, Węgier, Rumunii i Łotwy. W rywalizacji sportowej zwyciężył Arkadiusz Iwański zdobywając Puchar Marszałka województwa Małopolskiego za najlepszy wynik, drugie miejsce zajął Zbigniew Jagodzik uhonorowany również Pucharem Wójta Bukowiny Tatrzańskiej za najlepszy wynik w pierwszym locie, na trzecim uplasował się Wojciech Kaczmarek. W gronie wyróżnionych znalazła się również zawodniczka z Węgier – Rita Bercz, zdobywczyni Pucharu prezesa Małopolskiej Organizacji Turystycznej dla najlepszej załogi kobiecej. Wyróżniono również ekipę Woodlanda, która przyjechała na Odlotową Małopolskę z najdalszego miejsca pokonując ponad 1000 km. Po niedzielnym śniadaniu odbyło się uroczyste wręczenie nagród przez Wójta Gminy Bukowina Tatrzańska Andrzeja Pietrzyka, prezesa Aeroklubu Nowy Targ Antoniego Kowalskiego, dyrektora biura Małopolskiej Organizacji Turystycznej Pawła Mierniczaka i dyrektora festiwalu Marka Michalca z Kraków Balloon Team.

Również piszący te słowa otrzymał wyróżnienie i pamiątkowy medalion za najlepszy tekst opisujący dotychczasowe edycje Małopolskiego Festiwalu Balonów Odlotowa Małopolska.

III Małopolski Festiwal Balonów „Odlotowa Małopolska” w obiektywie Katarzyny Pawłowskiej

III Małopolski Festiwal Balonów „Odlotowa Małopolska” w obiektywie Marka Chmiela

III Małopolski Festiwal Balonów „Odlotowa Małopolska” w obiektywie Michała Szewczyka

III Małopolski Festiwal Balonów „Odlotowa Małopolska” w obiektywie Kristapsa Frickaussa

Tekst jest pełną wersją autorską artykułu „Zbaczyć góry z góry” opublikowanego w majowym numerze Przeglądu Lotniczego

O Marek Chmiel

Marek Chmiel - fotografik, laureat międzynarodowych konkursów fotograficznych o tematyce lotniczej. Brał czynny udział w organizacji pokazów lotniczych, m. in. AirShow w Radomiu, MPL w Góraszce, MPL EB w Bielsku-Białej, MPL w krakowskim Muzeum Lotnictwa Polskiego. Prywatne zajmuje się historią lotnictwa wojskowego i sportowego. Od 1996 r. współpracuje z Przeglądem Lotniczym, jako fotografik lotniczy i autor tekstów, a od 2021 r. wszedł na stałe do Zespołu Redakcyjnego PLAR.

Sprawdź też

Małopolski Festiwal Balonowy - Odlotowa Małopolska

Górski festiwal balonowy – Odlotowa Małopolska

W dniach od 31 marca do 2 kwietnia 2023 r. w malowniczej scenerii Podhala i …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ben & Joe nad Atlantykiem. 90. rocznica przelotu braci Adamowiczów z Ameryki do Polski